//////

Strefa środkowo-północna, obejmująca stany Min­nesota, Dakota Północna, Dakota Południowa, Nebraska, Iowa, Kansas i Missouri, staje się coraz bardziej popularna wśród tu­rystów zagranicznych, czemu sprzyja jej położenie w pobliżu gra­nicy z Kanadą i na trasach prowadzących z regionu nadatlantyc- kiego i nadjeziornego na zachód Stanów Zjednoczonych, dostęp do Jeziora Górnego, piękno krajobrazów kordylierskich w części zachodniej oraz zainteresowanie zagranicznych specjalistów rol­nictwa spichlerzem Stanów Zjednoczonych. Popularnymi obiek­tami turystycznymi w tej strefie są jaskinie w stanie Minnesota, gigamtyczne rzeźby czterech byłych prezydentów wyciosane w skałach gór Black Hills w Dakocie Południowej, park narodo­wy Wind Cave (jaskinie i egzotyczna fauna) oraz targi w Kan­sas City. Liczni turyści odbywają wycieczki samochodowe w re­jony pastwisk w stanie Nebraska, gdzie zwiedzają wielkie rancza hodowli bydła.

 

Dużą atrakcją dla turystów są parki narodowe Big Bend (wysepka „dzikiego Zachodu” z malowniczym kanionem rzeki Rio Grandę) i Hot Springs (jaskinie krasowe i lecznicze źródła mineralne), rezerwat na wy­spie Padre, zawody kowbojskie i największe w Stanach Zjed­noczonych obszary eksploatacji i przeróbki ropy naftowej. Więk­szość cudzoziemców odwiedza miasta Dallas, ważny ośrodek prze­mysłu petrochemicznego Houston oraz miasto, które zachowało liczne elementy z dawnej francuskiej epoki kolonialnej — Nowy Orlean. Strefa środkowo-południowa odznacza się ożywionymi kon­taktami turystycznymi z Meksykiem’i innymi krajami Ameryki Łacińskiej.

Święte miasto mu­zułmanów Kairuan, podziemne berberyjskie miasto Matmate, sławny Wielki Meczet i meczet el-Ksar oraz park afrykańskiej flory Belweder w Tunisie. Tunezja jest jednym z licznie odwie­dzanych krajów Afryki. W roku 1970 przyjęła ona 411 tys. tu­rystów i uzyskała, z: turystyki 58 min dolarów, w roku 1972 liczba turystów prawie podwoiła się (780 tys.) [1461. Obecnie na terenie Tunezji wyróżnia się dwie główne strefy turystycz­no-wypoczynkowe: jedną na wybrzeżu zatoki Hammamet i dru­gą rozciągającą się wzdłuż zatoki Mała Syrta (Gabes) wraz z po­łożoną w południowej części zatoki wyspą Dżerba.

Zadaniem człowieka, który jest częścią rozumnego i doskonałego wszechświata, jest życie w zgodzie z jego prawami. Cnotę stoicy utożsamiali ze szczęściem, mieli ją za jedynie prawdziwe dobro. Drugą częścią ich etyki był kult natury. Natura jest rozumna, harmonijna, boska. Człowiek powinien się więc do niej dostosować. Żyć cnotliwie, żyć zgodnie z naturą, żyć rozumnie – to jedno i to samo. –              , Jednym z pierwszych humanistów odrodzenia, który bardziej zaintereso­wał się relacjami pomiędzy człowiekiem i naturą, był Michel Eyquem de Montaigne (1533-1592). Montaigne unikał ogólnych teorii, wątpił w ich przydatność (sceptycyzm), człowieka rozumiał jako część przyrody o tych samych co inne istoty prawach.

W czasie wojny w Wietnamie na szeroką skalę stosowano właśnie udoskonalone przez naukowców herbicydy zawierające silnie trujące związki chemiczne, ale największym Szokiem dla świata było zrzucenie bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki. Godne uwagi są też inne konsekwencje współczesnego scjentyzmu. Najistotniejszą z nich jest pojawienie się prymitywnych postaw ludzkich opartych na ślepym zaufaniu do nauki, ideach postępu i rozwoju. Nadmierne zaufanie do specjalistów, np. lekarzy, a także przeświadczenie, że naturę można i trzeba poprawić, prowadzi nie tylko do charakterystycznego dla współczesnego człowieka uzależnienia od leków (wieczorem pigułka nasenna, rano ożywiająca), lecz również do pozornie tylko bezkarnego, głębokiego ingerowania w fizjologię ludzką.

Scjentyzm powstał ze zdobyczy poszczególnych gałęzi nauk oraz elementów pozytywizmu, empiryzmu, materializmu, ewolucjonizmu, kształtując świato­pogląd, którego podstawą jest całkowite zaufanie do nauki. W myśl tego sposobu widzenia świata nauka przyrodnicza jest wiedzą pewną. Funkcją nauki jest stwierdzenie faktów. Zakresem nauki jest wszystko, co istnieje. Nauka ma wartość największą, ma misję społeczną, moralną i polityczną. Prorokami tej „wiary” byli m.in. Augustę Comte, John Mili i Herbert Spencer. Współczesna nauka uzasadnia swoje istnienie i środki w nią inwestowane ogromną ilością wiedzy praktycznie użytecznej, jakiej dostarcza ludzkości.

Jeden z najlepszych znawców widzenia Przyrody w nauce Kościoła katolickiego, ksiądz Jan Grzesica, wyjaśnia:  „Skoro zatem rzeczywistościom ziemskim, a wśród nich naturalnemu środowisku człowieka, przyznana jest jakaś forma trwania wiecznego, jeśli nie stają one w obliczu nieuchronnego unicestwienia, w takim razie ich «ostatecz- ność» wskazuje na ich dużą wartość, a zarazem rzuca pewne światło na kierunek ich dalszego rozwoju i są one zapoczątkowaniem takiego stanu, jaki je czeka w ostatecznym ich przeznaczeniu. Uznanie tej wartości środowiska w świetle jego przeznaczenia wymaga między człowiekiem a środowiskiem kooperacji. Wiara chrześcijańska ukazuje sens takiej kooperacji.

Dlaczego tak łatwo pomijano inne wskazania Pisma Świętego? Ilustruje to świetnie znaną zasadę, że lepiej słyszy się to, co się chce usłyszeć, i zamyka się uszy na słowa niewygodne, nie wyrażające wcale tak pochopnej zgody na swobodne (i bez ograniczeń) korzystanie z Ziemi. Zwłaszcza w XVIII i XIX wieku, w początkach rewolucji przemysłowej bardzo chętnie powoływano się na to usprawiedliwienie Boże, podkreślając (pożal się Boże) wyjęte z kontekstu przyzwolenie na eksploatację. A kto takimi słowami podpiera swoje zaborcze zachowanie, nie na próżno są mu one wytykane jako przyczyny wszelkiego zła, obarczając przy okazji winą całe chrześcijaństwo i pomijając wszystkie tkwiące w chrześcijaństwie wartościowe nastawienia przyrodnicze.

Człowiek więc nie występuje tu w roli władcy i pana stworzenia, lecz raczej jako troskliwy gospodarz i ogrodnik Boga. Taka rola nakłada na człowieka dużą odpowiedzialność wobec przyrody, a szczególne stanowisko wobec przyrody i „władcze” uprawnienia człowieka zostały ograniczone. Może to pojęcie „uprawiać i zachowywać”, a nie „panować”, są właściwszym tłumaczeniem Księgi Rodzaju? W tylu miejscach tradycji chrześcijańskiej widzimy przykłady zadumy nad pięknem przyrody i troskę Boga o najmniejszego wróbelka. Zastanawia więc, czemu spośród licznych cytatów dotyczących stosunku do przyrody ten „o poddań­stwie Ziemi” został tak podchwycony i lansowany, często wyjmowany z kontekstu, używany jako „przepis” na chrześcijańskie postępowanie ze środowiskiem?

Po tym przeglądzie religii widzących człowieka w jedności ze wszystkimi żywymi istotami spróbujmy uważnie posłuchać przesłania najbliższej naszej kulturze i tradycji religii chrześcijańskiej. Zresztą wielu filozofów rozpatrując stosunek do przyrody zaryzykowałoby określenie nawet szersze: religii judeo- chrześcijańskich (czyli religii żydowskiej, różnych odłamów religii protestanc­kich oraz katolickiej i prawosławnej). To właśnie chrześcijaństwu najbardziej dostało się „po uszach” od myślicieli i autorów filozoficznych rozpraw doszukujących się w latach 70. moralnych przyczyn kryzysu ekologicznego. Jednym z najgłośniejszych w tej krytyce był artykuł L. White’a, który w 1967 roku wywołał duże zainteresowa­nie, ukazując się w poważnym piśmie naukowym „Science”.